<rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/">
    <channel>
        <atom:link href="https://www.polak.lt/rss/articles/pl" rel="self" type="application/rss+xml" />
        <title><![CDATA[ Najnowsze artykuły - POLAK.lt ]]></title>
        <link>https://www.polak.lt/artykuly</link>
        <description><![CDATA[Czytaj najnowsze artykuły w naszym portalu.]]></description>
        <language>pl</language>
        <copyright><![CDATA[POLAK.lt]]></copyright>
        <lastBuildDate>Sat, 31 Dec 2022 22:59:00 +0200</lastBuildDate><item>
            <title><![CDATA[Patriotyzm ukryty a eksponowany]]></title>
            <link>https://www.polak.lt/artykul/92,patriotyzm-ukryty-a-eksponowany</link>
            <guid>https://www.polak.lt/artykul/92,patriotyzm-ukryty-a-eksponowany</guid>
            <pubDate>Sat, 31 Dec 2022 22:59:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.polak.lt/data/articles/xga-4x3-patriotyzm-ukryty-a-eksponowany-1672514639.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Mieszkając poza macierzystym krajem ma się szczególny stosunek do patriotyzmu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Często my, Polacy na Litwie, od rodaków z Macierzy słyszymy słowa uznania, że potrafiliśmy zachować patriotyzm, że to od nas Polacy mieszkający pomiędzy Bugiem i Odrą mogą się go uczyć.&nbsp;</p><p>Przyznać należy, że często to chwalenie nas za zachowanie języka ojczystego, tradycji, wiary, kultury przez rodaków z Polski i to utyskiwanie, że w granicach RP już takiego patriotyzmu nie uświadczysz, nieraz denerwuje. Wydaje się być zrozumiałe, że mieszkając poza granicami Macierzy, by zachować swoją tożsamość, nie dać podciąć korzeni, musimy być bardziej twardzi, zdeterminowani do zachowania tego, co w ojczyźnie człowiekowi naturalnie jest dostępne i dane, co mu się niejako należy.&nbsp;</p><p>Prawdą chyba będzie też to, kiedy stwierdzimy, że niekiedy z tym tzw. „patriotyzmem” przesadzamy (nie w sensie uczucia), tylko jego eksponowaniu. Niekiedy wydaje się nam, że jak włożymy krakowski strój, wepniemy biało-czerwone kokardy i zaśpiewamy wzruszającą do łez piosenkę o białej róży, którą dziewczyna da swemu Jasieńkowi, gdy wróci z wojenki (skąd inąd bardzo piękną, autentycznie lubianą na Wileńszczyźnie piosenkę) – to zademonstrujemy najwyższy stopień patriotyzmu. A co dopiero, jak to wykonają kilkuletnie dzieci – takie wzruszające na scenie, chociaż niemające pojęcia o tym, co i jak śpiewają.&nbsp;</p><p>Taki „eksponowany patriotyzm” może irytować. W przeciwieństwie do tego „ukrytego”, kiedy to kilkuletnie dzieciaki poprawną polszczyzną, słowami dla nich zrozumiałymi, w formie wesołej zabawy, opowiadają o 12 miesiącach i porach roku. Jednocześnie demonstrują wiedzę i doskonale się bawią, tańcząc i śpiewając odpowiednie dla ich wieku piosenki w ojczystym języku.&nbsp;</p><p>Przepraszam tych, kto się poczuje obrażony tym zestawieniem „dwóch rodzajów patriotyzmu”, które ostatnio zaistniały obok siebie na jednej z dziecięcych imprez w Domu Polskim w Wilnie. Jednak śmiem łudzić się nadzieją, że sympatyków tego „drugiego rodzaju” wśród nas nie brakuje. I to on zaowocuje w przyszłości też piękną piosenką przekazywaną w naszych rodzinach z pokolenia na pokolenie – „Rozkwitały pąki białych róż”.&nbsp;</p><p>Na wszystko jest swój czas.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Sprawdziany sieją popłoch]]></title>
            <link>https://www.polak.lt/artykul/93,sprawdziany-sieja-poploch</link>
            <guid>https://www.polak.lt/artykul/93,sprawdziany-sieja-poploch</guid>
            <pubDate>Sat, 31 Dec 2022 22:59:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.polak.lt/data/articles/xga-4x3-sprawdziany-sieja-poploch-1672514409.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>W grudniu resort edukacji skierował do Sejmu projekt poprawek do ustawy o oświacie dotyczący zmian w przeprowadzaniu etapowych 
sprawdzianów w szkołach ogólnokształcących na Litwie. Od przyszłego roku szkolnego mają one być obowiązkowe w klasach 4, 8 i 10.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Ministerstwo Edukacji, Nauki i Sportu przedłożyło pod obrady Sejmu projekt zmian dotyczący sprawdzianów osiągnięć edukacyjnych uczniów w 4, 8 i 10 klasach szkoły podstawowej.&nbsp;</p><p>Zmiany te zakładają, że wymienione sprawdziany mają być nie tylko obowiązkowe (dotychczas były jedynie zalecane, ale i tak składało je ponad 96 proc. uczniów), ale też inicjować konkretne działania, skierowane zarówno na stworzenie uczniom możliwości nadrobienia zaległości, jak też mają decydować o tym (w klasie 10), na jakich warunkach i gdzie uczeń będzie mógł kontynuować dalszą naukę.&nbsp;</p><p>Według nowych zasad uczniowie będą musieli zaliczyć sprawdziany na ocenę dostateczną, więc co najmniej na „czwórkę”. Zmiany proponowane przez ministerstwo przewidują, że uczniowie klas 4 i 8, którzy podczas sprawdzianów uzyskają ocenę niższą niż „cztery”, będą mieli zapewnioną dodatkową pomoc nauczyciela, by nadrobić indywidualne zaległości.&nbsp;</p><p>Uczniowie klas 10, by zdobyć wykształcenie podstawowe, będą musieli mieć nie tylko pozytywne oceny roczne ze wszystkich przedmiotów, ale też zaliczyć sprawdziany na ocenę nie mniejszą niż „cztery”. O ile temu nie sprostają, będą mogli indywidualnie nadrobić zaległości i ponownie (tego samego roku) przystąpić do sprawdzianu, bądź też powtórzyć naukę w klasie 10.&nbsp;</p><p>Poprawki do ustawy zakładają również to, że od 2029 roku poprzeczka wyników ze sprawdzianów ma być podniesiona – zdane mają być na „piątkę”.&nbsp;</p><p>Uczniowie, którzy nie uzyskają w 10 klasie wymaganych ocen ze sprawdzianów, nie będą mogli kontynuować nauki w gimnazjach, czyli przejść do III klasy gimnazjalnej. Jako dalszy tor kształcenia proponowane są dla nich szkoły zawodowe.&nbsp;</p><p>Właśnie te założenia zmian wywołały negatywne oceny w wielu środowiskach – zarówno szkolnych, jak i wśród specjalistów ds. edukacji, rodziców, polityków.&nbsp;</p><p>Wielu dostrzegło w tym element segregacji uczniów, „ukaranie” nauką zawodu. Przypomniano też o tym, że takie metody były stosowane za władzy radzieckiej. (Warto odnotować, że w tamtych czasach popyt na wykwalifikowanych robotników był bardzo duży, zawodówek było w bród i właśnie dbając o ich funkcjonowanie, wręcz zmuszano szkoły do kierowania do nich odpowiedniej ilości absolwentów podstawówek).&nbsp;</p><p>Dziś sytuacja jest taka, że w 11 samorządach na Litwie nie ma ani jednej zawodówki; w 29 – po jednej filii takowych szkół, a w pozostałych, z wyjątkiem Wilna i Kowna, są 1-2 takie szkoły. Z tego wynika, że zamknięcie przed uczniami – dziećmi w wieku 16 lat – drzwi gimnazjów, skazuje ich na nic nie robienie. Szczególnie dotyczy to prowincji, gdzie taka sytuacja będzie skutkowała dorastaniem kolejnych pokoleń tzw. pobieraczy zasiłków.&nbsp;</p><figure class="image image_resized" style="width:95.04%;"><img src="https://static2.polak.lt/data/wysiwig/book-g039b8bdcb_1280.jpg"><figcaption>Fot. Pixabay</figcaption></figure><p>Podniesienie poprzeczki poziomu wiedzy potrzebnej do przekroczenia progu gimnazjum wywołało też popłoch w tych placówkach (w miasteczkach i osiedlach), bowiem strata każdego ucznia grozi im zdegradowaniem do statusu podstawówki. A to z kolei pozbawi też możliwości pobierania nauki w gimnazjum uczniów mających dobre wyniki jedynie dlatego, że nie będą kompletowane klasy. I to jest uzasadniony niepokój.&nbsp;</p><p>Jednak czy nie jest amoralnym przyjmowanie do gimnazjum ucznia, którego poziom wiedzy nie odpowiada faktycznie minimalnym wymaganiom. Tacy „gimnazjaliści” są balastem. Jednak ten „balast” pomaga utrzymać gimnazja na prowincji.&nbsp;</p><p>Powstaje też pytanie: jak odbywa się proces nauczania, jeżeli uczeń uczęszczający do szkoły w ciągu 10 lat nie może się wykazać faktycznie minimalnym poziomem wiedzy i, jak się teraz to mądrze zwie: koniecznych kompetencji. Właśnie to, a nie jedynie troska o zachowanie gimnazjów z „balastem” powinno budzić niepokój zarówno społeczności szkolnych, jak też państwa. Trzydzieści lat niepodległej oświaty, praktycznie tyleż samo lat zmian i reform. I oto jaki mamy wręcz opłakany wynik: sprawdzian zdany na „czwórkę” (w dziesięciostopniowej skali ocen) staje się wyzwaniem.</p><p>Jak twierdzi minister edukacji, właśnie obowiązkowe sprawdziany w 4 i 8 klasie pomogą „wykryć” wszystkie braki, zmotywują (być może) ucznia i, co jest najważniejsze, jak podkreśla szefowa resortu – zostaną stworzone warunki udzielenia indywidualnej pomocy dla ucznia na czas. Oczywiście, na to potrzebne są środki, a co najważniejsze – nauczyciele, którzy podołają zwiększonemu obciążeniu.&nbsp;</p><p>Znając realia, że najbardziej pomocy uczniowie potrzebują z matematyki, a nie tylko nauczycieli, ale też korepetytorów z tego przedmiotu jest brak, sprawa wygląda niezbyt optymistycznie.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Mail pisany po polsku]]></title>
            <link>https://www.polak.lt/artykul/94,mail-pisany-po-polsku</link>
            <guid>https://www.polak.lt/artykul/94,mail-pisany-po-polsku</guid>
            <pubDate>Sat, 31 Dec 2022 22:59:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.polak.lt/data/articles/xga-4x3-mail-pisany-po-polsku-1672515738.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Zwrot grzecznościowy w mailu jest konieczny? Brak szacunku utrudnia komunikację. Jest on ważniejszy od poprawności językowej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Tradycja zwrotów grzecznościowych w pisanych na Litwie mailach różni się od zwyczajów w Polsce i innych krajach. O ile Brytyjczykowi nawet na myśl nie przyjdzie, że maila można zacząć z pominięciem „Dear John”, Japończyk zaś nie może sobie wyobrazić wysyłania listu, w którym co najmniej raz nie wyrazi wdzięczności adresatowi (tego japońskiego „orimasu”), to na Litwie często się spotkamy z „Laba diena” plus przecinek i następny akapit pisany wielką literą.&nbsp;</p><p>Takie „Laba diena” może jednak wprawić w zakłopotanie. W krajach hiszpańskojęzycznych dziwnie by wyglądało, gdyby zamiast „Szanowny/Drogi Panie” nadawca maila zwrócił się „Buenos días”. Bliższe temperamentowi tej kultury jest użycie wszechobecnego „Hola” nawet do osoby nieznajomej.&nbsp;</p><p>Czasami Polacy na Litwie zamiast korzystać ze sprawdzonego polskiego zwrotu grzecznościowego „Szanowna Pani” czy „Szanowny Panie” (np., wysyłając maila do potencjalnego partnera biznesowego w Polsce) sięgają po oziębłe „Dzień dobry”. I jeszcze przyklapną to przecinkiem (zamiast wykrzyknikiem czy kropką), a kolejne zdanie rozpoczną od wielkiej litery. Znacznie lepiej jest to zastąpić wpisem „Dzień dobry, Panie Tomaszu” (przy tym należy pamiętać, że użycie w zwrocie grzecznościowym w słowie „panie” małej litery, czy jeszcze gorzej skrótu „p.” może być postrzegane jako brak uprzejmości ze strony osoby piszącej).&nbsp;</p><p>Zdarza się jeszcze coś gorszego: użycie słowa „Witam”. To nie jest w dobrym tonie (poprzez „witam” możemy być odczytani jako ci, którzy chcą podkreślić swoją wyższość).&nbsp;</p><p>Za niefortunny może być uznany jednosłowny zwrot „Szanowni” (kalka litewskiego „Gerbiamieji”).&nbsp;</p><figure class="image image_resized image-style-align-right" style="width:59.87%;"><img src="https://static2.polak.lt/data/wysiwig/office-ged929f00d_1920.jpg"><figcaption>Fot. Pixabay</figcaption></figure><p>A więc w oficjalnym mailu używajmy „Szanowna Pani Prezes” (zdarzają się już prezeski, ale to odrębny temat), „Szanowny Panie Dyrektorze”, „Szanowny Panie Ministrze” (również gdy zwracamy się do sekretarza stanu). Nie strońmy od zwrotu grzecznościowego „Szanowny Panie”, „Szanowna Pani” (gdy zwracamy się do przedstawiciela urzędu czy firmy), niech nam będzie bliskie „Szanowni Państwo” (gdy maila kierujemy do osoby nieznanej czy też kilku osób). Śmiało piszmy „Szanowny Panie Marcinie” czy „Szanowna Pani Justyno” (gdy adresujemy maila do osób, z którymi mamy przyjazny kontakt, ale nie jesteśmy z nimi na ty).&nbsp;</p><p>Po zwrocie grzecznościowym stosuje się przecinek czy kropka? Wykrzyknik. Tak mówi gramatyka. Jednakże naleciałości językowe (w szczególności anglosaskie, gdzie wykrzyknik jest używany w skrajnych przypadkach) zrobiły swoje, żaden z autorów listu wcale więc nie będzie uznany za grafomana, jeżeli po zwrocie „Szanowny Panie Redaktorze” postawi przecinek, a następny akapit zacznie małą literą. Pisanie wielką literą po przecinku w słowie, które nie jest nazwą własną, mimo że wciąż stosowane, już jest – na szczęście – traktowane trochę staroświecko.&nbsp;</p><p>Będziemy dobrze postrzegani, jeżeli kończąc swojego maila przed imieniem i nazwiskiem użyjemy zwrotu „Z poważaniem”, „Pozdrawiam” etc.&nbsp;</p><p>Tu też tkwi pewna gradacja. „Z poważaniem” raczej jest oschłe, takie na odczepnego. „Z poszanowaniem” – nieco lepsze, ale rzadkie. Z kolei pozdrowienia przekazuje się osobie, z którą jesteśmy zaprzyjaźnieni. Zawsze się zatem sprawdza „Z wyrazami szacunku”.&nbsp;</p><p>Językoznawcy uważają, że po zwrocie kończącym maila nie stawiamy żadnego znaku przestankowego. Jeżeli jednak budzi to kontrowersje (a tak może być, bo się nie kończy ani myśl, ani zdanie), użycie myślnika tu będzie wręcz właściwe, wcale nie karygodne.&nbsp;</p><p>Za karygodne natomiast może być uznane wysłanie pustego maila z przypiętym załącznikiem. Owszem, są sytuacje, gdy po rozmowie telefonicznej od razu powinniśmy drogą mailową wysłać jakiś dokument. Słabe to usprawiedliwienie, ale niech będzie. Krytyki natomiast nie wytrzyma wysłanie faktury, umowy czy innego dokumentu w tekstowo pustym mailu. Świadczy to o braku obycia nadawcy i skąpstwie na szacunku wobec adresata.&nbsp;</p><p>Aż by się tu chciało teraz wyrazy szacunku i myślnik dodać.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[„Łotewski model“ w działaniu]]></title>
            <link>https://www.polak.lt/artykul/95,lotewski-model-w-dzialaniu</link>
            <guid>https://www.polak.lt/artykul/95,lotewski-model-w-dzialaniu</guid>
            <pubDate>Sat, 31 Dec 2022 22:59:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.polak.lt/data/articles/xga-4x3-lotewski-model-w-dzialaniu-1672694985.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>W końcu września łotewski parlament znaczącą przewagą głosów przyjął poprawki do ustawy reglamentującej powszechne kształcenie. Proces nauczania 
we wszystkich szkołach na Łotwie będzie się odbywał wyłącznie w języku łotewskim. Od roku szkolnego 2025-2026. Oby „łotewski model“ ominął Litwę.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Polskie szkoły na Łotwie, w odróżnieniu od stanu rzeczy na Litwie, zaczęły powstawać już w niepodległym kraju, po roku 1991. Szkolnictwo polskie w sowieckiej Republice Łotewskiej przestało istnieć w kilka lat po II wojnie światowej.&nbsp;</p><p>Polacy na Łotwie mieszkają na terenie dawnych Inflant Polskich – w Latgalii, w okolicach Dyneburga, Krasławia, Rzeżycy oraz w Rydze. Stanowią oni nieco ponad 2 proc. mieszkańców kraju (około 40 tys.) Język ojczysty nasi rodacy na Łotwie zachowali dzięki rodzinom i kościołowi, chociaż też dalece nie we wszystkich parafiach, gdzie mieszkała ludność narodowości polskiej odprawiano Msze św. w jej ojczystym języku.&nbsp;</p><p>Polskie szkolnictwo na Łotwie, odrodzone w niepodległej Republice Łotewskiej, nie miało łatwego startu, ani warunków i, niestety, z powstałych kilkunastu szkół z polskim językiem nauczania (ale nie wyłącznie) do dziś przetrwały: Polska Ogólnokształcąca Szkoła Średnia im. Ity Kozakiewicz w Rydze, Państwowe Gimnazjum Polskie im. Józefa Piłsudskiego w Dyneburgu (Daugavpils), Państwowe Gimnazjum Polskie w Rzeżycy (Rezekne) oraz Polska Szkoła Podstawowa im. Rodu hr. Platerów w Krasławiu. Liczba uczniów w polskich gimnazjach oscyluje w granicy 400 uczniów, w szkole podstawowej – ok. 40.&nbsp;</p><p>Zgodnie z łotewskim systemem oświaty, nauczanie w szkołach mniejszości narodowych odbywa się tylko częściowo w języku mniejszości. Dwujęzyczne nauczanie zaistniało (w rosyjskich szkołach) w 1995 roku, ale okresowo zakres używania języka mniejszości w kształceniu był uszczuplany.&nbsp;</p><figure class="image image-style-align-right image_resized" style="width:51.31%;"><img src="https://static2.polak.lt/data/wysiwig/black-ge3aac6ed5_1920.jpg"><figcaption>Fot. Pixabay</figcaption></figure><p>Według założeń reformy z 2004 r., nie mniej niż 60 proc. wykładanych przedmiotów musiało być prowadzone w szkołach średnich w języku państwowym. Od 2017 roku proces przechodzenia na język łotewski został jeszcze bardziej zintensyfikowany. Zakładano, że w systemie nauczania początkowego ma to być 50 proc. na 50, a średniego 80 i 20 proc. Ostatnio w klasach gimnazjalnych nauka odbywa się tylko w języku łotewskim. Język polski (rosyjski) jest wykładany jako przedmiot, w języku polskim nauczana była też historia Polski, tematy związane z polską kulturą, tradycjami.&nbsp;</p><p>W polskich szkołach na Łotwie pracują też nauczyciele z Polski. Uczniowie, którzy planują studia w Polsce, są szykowani przez nauczycieli dodatkowo, by mogli poznać terminologię z różnych przedmiotów w języku polskim.&nbsp;</p><p>Należy odnotować, że działające placówki z nauczaniem języka polskiego cieszą się dobrą opinią i są też wybierane nie tylko przez polskie rodziny, jak jest np. w Dyneburgu. Polskie gimnazjum w Rzeżycy jest w czołówce szkół tego miasta.&nbsp;</p><p>Przyjęcie we wrześniu poprawek do ustawy, które zakładają przejście od roku szkolnego 2025-2026 we wszystkich szkołach na nauczanie w języku państwowym, zostało przyśpieszone z powodu wojny na Ukrainie i napiętej sytuacji wokół rosyjskiej mniejszości, której integrację postanowiono zaktywizować. Ale, jak też nie raz już na Litwie bywało (żeby mniejszości nie „dyskryminować“), to przyśpieszone przejście na nauczanie wyłącznie w języku państwowym obejmie też polskie placówki (i wszystkie inne).&nbsp;</p><p>Według przyjętego harmonogramu, od roku szkolnego 2023-2024 na język łotewski przejść mają przedszkola; od 1 września 2023 r. – również klasy 4 i 7; od roku 2024 – klasy 5 i 8, zaś od 1 września 2025 r. – 6 i 9. Język ojczysty i przedmioty związane z poznawaniem historii i kultury ojczystej będą uznawane jako zajęcia fakultatywne (ich rodzaj i treść będą zatwierdzane przez władze oświatowe). Rodzice nie będą musieli za nie płacić – będą finansowane z budżetu państwa lub samorządów.&nbsp;</p><p>Nie jest to dobra wiadomość dla szkół polskich, w których polskość jeszcze bardziej zostanie uszczuplona, a faktycznie sprowadzona do minimum.&nbsp;</p><p>Na tym tle powstają smutne skojarzenia: w krytycznych, trudnych czasach zostają z zasady uszczuplane prawa mniejszości. I, jak pokazuje życie, dzieje się tak zarówno w demokratycznych, jak i dalece odbiegających od tego określenia państwach. Łukaszenka już tego roku praktycznie zlikwidował polską oświatę na Białorusi, wprowadzając do szkół, w których uczą się polskie dzieci (i które były zakładane i wyposażane ze środków Państwa Polskiego) nauczanie w języku rosyjskim.&nbsp;</p><p>Pozostaje mieć nadzieję, że na Litwie nie nastąpi zauroczenie „łotewskim modelem“, ani tym bardziej – łukaszenkowskim.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Taaaka wpadka ze Smetoną]]></title>
            <link>https://www.polak.lt/artykul/96,taaaka-wpadka-ze-smetona</link>
            <guid>https://www.polak.lt/artykul/96,taaaka-wpadka-ze-smetona</guid>
            <pubDate>Sat, 31 Dec 2022 22:59:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.polak.lt/data/articles/xga-4x3-taaaka-wpadka-ze-smetona-1672698762.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Kończąc jesienną sesję Sejm Republiki Litewskiej pochylił się nad upamiętnieniem ważnych dat i rocznic, przypadających w kolejnych latach poprzez ogłoszenie ich wydarzeniami roku.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Zaistniała dość kuriozalna sytuacja, która nie dodaje autorytetu wybrańcom ludu.&nbsp;</p><p>Zgłaszając kolejne wydarzenia do miana roku 2024 (20-lecie przystąpienia Litwy do NATO, stulecie Święta Pieśni) padła też propozycja, by rok 2024 ogłosić Rokiem Antanasa Smetony, którego 150. rocznica urodzin przypada 10 sierpnia 2024 roku. Projekt zgłosiło 45 parlamentarzystów.</p><p>Propozycję przedstawiła konserwatystka Paulė Kuzmickienė – przewodnicząca sejmowej komisji ds. walk o wolność i pamięci historycznej państwa. No i traf chciał, że akurat z tą pamięcią, a i znajomością zasad ogłaszania roku posłowie są na bakier.&nbsp;</p><p>Po zgłoszeniu propozycji, by rok 2024 został ogłoszony rokiem pierwszego prezydenta Litwy, w Sejmie rozgorzała burzliwa dyskusja, co niezbicie świadczy o tym, mimo że prawie 80 lat od śmierci Antanasa Smetony i wydawałoby się wystarczający okres czasu (mamy ponad 30 lat niepodległości) na rzetelną, w miarę obiektywną ocenę jego osoby w historii Litwy, że postać ta nadal jest postrzegana kontrowersyjnie. I co ciekawe, nie tylko przez lewicę, czy opozycję, która ma niejako obowiązek oponować rządzącym, ale też ze strony kolegów z tej samej partii, co akurat miało miejsce tym razem.&nbsp;</p><p>Socjaldemokraci Algirdas Sysas i Julius Sabatauskas zarzucili Smetonie wojskowy przewrót, rozpędzenie Sejmu oraz wsadzanie przeciwników politycznych do więzienia, stwierdzając, że nie można w demokratycznym państwie ogłaszać roku dyktatora i na dokładkę zadali retoryczne pytanie: czy to jest ten człowiek, który zabronił wszystkie partie polityczne z wyjątkiem swojej?&nbsp;</p><p>Konserwatysta Kęstutis Masiulis dodał, że był to autokrata, polityk, który prześladował chrześcijańskich demokratów. Podkreślił przy tym, że osobiście nie ma szacunku do tej osoby.&nbsp;</p><p>Poseł Eugenijus Jovaiša (z rządzącej koalicji) z kolei niejako broniąc kandydatury Antanasa Smetony stwierdził, że historia jest bardzo zawiła, niekiedy bywa bolesna i pouczająca, i podkreślił zasługi pierwszego prezydenta w umacnianiu państwowości, rozwoju państwa. Jednocześnie zauważył, że niejednoznacznie jest oceniane jego przejęcie władzy za pomocą przewrotu wojskowego i opuszczenie Litwy w obliczu sowieckiej okupacji.&nbsp;</p><figure class="image image-style-align-right image_resized" style="width:39.63%;"><img src="https://static2.polak.lt/data/wysiwig/IMG_0306.jpg"><figcaption>Konserwatystka Paulė Kuzmickienė w swoim emploi (fot. Facebook)</figcaption></figure><p>Broniąc swojej pozycji posłanka Paulė Kuzmickienė oponowała kolegom, że nie zważając na fakty zasługujące na krytyczną ocenę, należy pamiętać – mówi się o pierwszym prezydencie Litwy, który jest symbolem państwowości. Nawoływała polityków do pamiętania o tym, jaką Litwę tworzył Antanas Smetona (m.in. podkreślając zasługi Smetony w lituanizacji Litwy).&nbsp;</p><p>Po długiej i niezwykle emocjonującej dyskusji sprawa ogłoszenia roku 2024 Rokiem Antanasa Smetony rozwiązała się w nieoczekiwany sposób. Otóż przypomniano, że nie można tego uczynić, ponieważ konserwatystów ubiegli „zieloni chłopi” za poprzedniej kadencji: kiedy byli u władzy ogłosili rok 2019 Rokiem Antanasa Smetony z okazji setnej rocznicy jego prezydentowania. Obowiązujące prawo zakłada, że ogłaszać rok wydarzenia czy osoby można raz na dziesięć lat.&nbsp;</p><p>Akurat przewodnicząca komisji ds. pamięci historycznej państwa musiałaby pamiętać, że przed trzema laty rok Smetony już był na Litwie ogłoszony.&nbsp;</p><p>No i pozostali parlamentarzyści powinni by byli wiedzieć, jakie zasady działają podczas podejmowania takich decyzji, bo przecież robią to co roku, a większość zabierających głos w dyskusji (Sabatauskas, Sysas, Masiulis) już niejedną kadencję w Sejmie zaliczyli.&nbsp;</p><p>Można tę wpadkę wpisać na karb zmęczenia – koniec roku, tyle spraw na głowie… Jednak trudno się oprzeć myśli, że nasi wybrańcy trwonią czas na bezsensowne batalie i się nie zirytować, że są niedoinformowani i musimy za nich się wstydzić.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Gra o teatr. Porażka roku wileńskich Polaków!]]></title>
            <link>https://www.polak.lt/artykul/97,gra-o-teatr-porazka-roku-wilenskich-polakow</link>
            <guid>https://www.polak.lt/artykul/97,gra-o-teatr-porazka-roku-wilenskich-polakow</guid>
            <pubDate>Sat, 31 Dec 2022 22:59:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.polak.lt/data/articles/xga-4x3-gra-o-teatr-porazka-roku-wilenskich-polakow-1672517227.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Społeczność polska na Litwie mogła mieć „swój teatr”. Niestety, szansa została zmarnowana. W zmienionej nazwie dawniejszego Teatru na Pohulance zabrakło przymiotnika „polski”. Co na to prawda historyczna? Ta nie miała głosu, decydował minister kultury na wniosek zespołu eksperckiego. Prawda historyczna nie miała nawet adwokata, mimo że w ministerialnej komisji zasiadał Polak.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dotychczasowy Rosyjski Teatr Dramatyczny Litwy został przemianowany na Wileński Teatr Stary. Minister kultury Simonas Kairys 13 września podpisał stosowne rozporządzenie w tej sprawie.</p><h6>&nbsp;</h6><h6><strong>Polskość przegrała z wielokulturowością</strong></h6><p>Wokół nazwy teatru ze słowem „rosyjski” zaroiło się po tegorocznej inwazji Rosji na Ukrainę, a mianowicie na wiosnę, po wywołaniu dyskusji przez litewskich działaczy kulturalnych. Jako jeden z pierwszych w litewskiej opinii publicznej z lejtmotywem zmiany nazwy teatru zaistniał reżyser Gintaras Varnas.&nbsp;</p><p>Na pierwszy rzut oka sprawa rysowała się w jasnych barwach: inicjatorom przemian chodzi o przywrócenie prawdy historycznej i skasowanie określnika „rosyjski”, bo treść wystawianych przez miejscową trupę teatralną spektakli ostatnimi laty nieco dysonowała z widniejącą na szyldzie nazwą.&nbsp;</p><p>Pomysłodawcy w swojej narracji całkiem słusznie akcentowali wielokulturowość Wilna. Miejscowym Polakom to nie mogło się nie podobać. A więc wystarczyłoby odbyć rozmowę z ministrem kultury, zaproponować do komisji eksperckiej osoby kreatywne, potrafiące uargumentować i obronić polską prawdę historyczną, na posiedzeniu podać trafną nazwę i jesteśmy w domu. W dzisiejszych „namiętnych polsko-litewskich stosunkach” bodajże każda zaproponowana przez Polaków nazwa teatru by przeszła. Nawet Biedronka.&nbsp;</p><p>Zaczęły się schody. Gdy litewscy aktywiści tak się raptem zagalopowali z wielokulturowością, że idea polskości legła w gruzach.&nbsp;</p><p>Orędownicy zmian, niestety, na pierwszym miejscu nie stawiali faktu, że dawny Teatr na Pohulance został wybudowany w 1913 roku ze składek społeczeństwa polskiego ówczesnego Wilna, które wówczas za czasów carskiej Rosji żywiło potrzebę polskiego słowa. Po obaleniu caratu i transformacji ustroju w latach 30. ub. stulecia teatr został przekazany wileńskiemu magistratowi artykułując intencję, swoisty testament – „by ze sceny polskie słowo brzmiało”. W owym czasie było to oczywiste, jednakże doszło do kolejnej zmiany władzy, zaś zamierzenie darczyńców powoli było spychane na margines.&nbsp;</p><p>Litewscy przedstawiciele świata kultury w dyskursie publicznym nie mijali się z prawdą, akcentując, że w murach byłego teatru na Pohulance za czasów sowieckich gościł m.in. Państwowy Teatr Dramatyczny, że w roku 1948 gmach stał się siedzibą opery, że następnie bawił tam teatr akademicki, że przytułek przez krótki czas miał teatr młodzieżowy, aż w roku 1986 zagościł Rosyjski Teatr Dramatyczny (zakładano, że czasowo, skończyło się na 36 latach).&nbsp;</p><p>Te zawirowania losu, które dotykały wciąż niszczonych przez czas murów teatru zbudowanego dla sztuki polskiej, nie wyglądały na przeszkodę do niepokonania. Wcale nie było przesądzone, że w nazwie teatru nie może być przymiotnika „polski”.&nbsp;</p><p>Niby za oczywiste uchodziło, że w ministerialnej komisji znajdzie się przedstawiciel społeczności polskiej, który nada sprawie właściwy bieg.&nbsp;</p><p>A jednak, jak się okaże, w efekcie końcowym Polacy obudzili się z ręką w nocniku.</p><h6>&nbsp;</h6><h6><strong>„Polski przedstawiciel” w zespole eksperckim</strong></h6><p>Po przeszło miesięcznej medialnej wymianie zdań tegorocznej wiosny w litewskim resorcie kultury został powołany zespół ekspercki, który miał zaproponować nową nazwę teatru. Eksperci spotkali się pięć razy, aż zdecydowali ministrowi kultury doradzić – Wileński Teatr Stary.&nbsp;</p><figure class="image image-style-align-left image_resized" style="width:57.71%;"><img src="https://static2.polak.lt/data/wysiwig/uid_f190ff02059c96b2fb7ad42e51ee0a261659830641816_width_900_play_0_pos_0_gs_0_height_506.jpg"><figcaption><span style="color:rgb(65,65,65);">Fot. BNS/Irmantas Gelūnas</span></figcaption></figure><p>Z informacji przedstawionej przez Ministerstwo Kultury wynika, że „polski przedstawiciel” Artur Ludkowski – kierownik administracji Domu Polskiego w Wilnie – nawet nie zadał sobie trudu wnieść propozycję i ocalić od zapomnienia prawdę historyczną, ażeby w nowej nazwie byłego Teatru na Pohulance zaistniał polski pierwiastek. Ludkowski zaprzepaścił niebywałą szansę!&nbsp;</p><p>Jego pozycja miała być odczytana jako znak, że litewskim Polakom jakoś wcale nie zależy, by w zmienianej nazwie Rosyjskiego Teatru Dramatycznego zagościł przymiotnik „polski”.</p><h6>&nbsp;</h6><h6><strong>Wykasować ze świadomości</strong></h6><p>W końcu nie o jedno słowo tutaj chodzi. Nazwa Wileński Teatr Stary nie odzwierciedla sedna. Za kilka dekad czyn wilnian, którzy na początku XX w. – będąc pod butem caratu – pragnęli polskości i zbudowali sobie teatr, może nie żyć w świadomości Polaków. Gmach na ówczesnej Wielkiej Pohulance ze słowem „polski” byłby swoistym pomnikiem, który chroniłby prawdę historyczną.&nbsp;</p><p>Czyżby priorytetem polskiego „eksperta” była chęć odrobienia za posadę u boku litewskiej premier?</p><p>Swojego pozytywnego zaskoczenia w tej rozgrywce nie kryją reprezentanci litewskiego establishmentu, którym udział Ludkowskiego w ministerialnej grupie roboczej był wręcz wygraną w totolotka.&nbsp;</p><p>Nieoficjalnie się mówi, że dołożono wszelkich starań, by w zespole eksperckim nie znalazł się przedstawiciel Związku Polaków na Litwie.&nbsp;</p><p>Odnośnikiem do pierwotnego imienia teatru i czynnika historycznego mogła być Pohulanka. Mogła być też Reduta (mimo że nazwa nieco z ówczesnego eksportu, jednak oddająca hołd Juliuszowi Osterwie (podobno w tych latach teatr przeżywał okres świetności). Teatr Reduta im. Juliusza Osterwy – to rozbudowana propozycja poprzedniej wersji (przy użyciu nazwiska Osterwy można śmiało rozważać pominięcie hasła „Reduta”) itd.&nbsp;</p><p>A przecież wystarczyło chcieć.&nbsp;</p><p>William Shakespeare w „Makbecie” użył słów: „Zamiary są wiatrem, kiedy nie idą z wykonaniem w parze”.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Nazwiska z polskim „w”]]></title>
            <link>https://www.polak.lt/artykul/90,nazwiska-z-polskim-w</link>
            <guid>https://www.polak.lt/artykul/90,nazwiska-z-polskim-w</guid>
            <pubDate>Tue, 13 Dec 2022 20:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.polak.lt/data/articles/xga-4x3-nazwiska-z-polskim-w-1670948911.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Tylko niektórzy Polacy na Litwie mają już wreszcie prawo do zapisu nazwiska po polsku. W żyłach nacjonalistów gotuje się krew. W Wilnie mogło dojść do ingerencji w niezawisłość sądów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Na początku roku parlament przegłosował ustawę o pisowni imienia i nazwiska w dokumentach. Umożliwia ona zapis nazwisk w języku ojczystym m.in. Polakom na Litwie w rejestrze państwowym. Co za tym idzie – w dokumentach tożsamości.</p><p>Polska mniejszość narodowa w naszym kraju od ponad dwóch dziesięcioleci porusza temat uprawomocnienia pisowni nazwisk. Wielokrotnie w tej sprawie na różnych forach zabierali głos i podejmowali działania przedstawiciele Związku Polaków na Litwie.</p><p>Fabuła w mediach nadwiślanych była tak wiele razy poruszana zwłaszcza przy okazji wizyt na szczeblu oficjalnym, że stała się sztandarowym problemem, z którym borykają się wileńscy Polacy.</p><p>W społeczeństwie litewskim pisownia nazwisk w oryginale z biegiem lat również zaczęła być kojarzona jako sprawa numer jeden dla polskiej mniejszości narodowej. W rzeczy samej wśród problemów, które postulują Polacy na Wileńszczyźnie, temat ten nie jest ani na pierwszym, ani nawet na drugim miejscu.</p><p>Spełzały na niczym wszelkie argumenty przedstawicieli społeczności polskiej, powoływanie się na Traktat polsko-litewski decydentom w Wilnie też niewiele obchodziło, mimo że ten dokument bilateralny stanowi, iż „szczegółowe regulacje dotyczące pisowni imion i nazwisk zostaną określone w odrębnej umowie”.&nbsp;</p><p>Litewski establishment sprawę tożsamości swoich obywateli miał gdzieś. Zwłaszcza gdy inicjatywa Tadeusza Kleczkowskiego z rejonu wileńskiego nie doczekała biegu w Europejskim Trybunale Praw Człowieka, a nieco ponad dziesięć lat później Trybunał Strasburski oddalił wniosek Małgorzaty Runiewicz-Wardyn (było to do przewidzenia po ustanowieniu orzecznictwa, tzn. przegranej Juty Mentzen przeciwko Łotwie (w grudniu 2004 r.), gdy Trybunał orzekł, że regulacja pisowni imion i nazwisk – to przedmiot prawa krajowego).</p><p>Polityczną głupotą też można nazwać inicjatywę ówczesnego litewskiego premiera Kubiliusa pchać się z projektem ustawy o pisowni imion i nazwisk na sejmową mównicę w 2010 r. W pamięci wielu są do dziś efekt i wstyd za litewską władzę ustawodawczą: parlamentarzyści odrzucili rządowy projekt w dniu wizyty w Wilnie Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który po dwóch dniach tragicznie zginął w katastrofie samolotu pod Smoleńskiem.</p><p>Mijały lata, temat pisowni nazwisk stawał się coraz bardziej aktualny dla Litwinek, które wychodziły za mąż za obcokrajowców i chcąc zachować litewskie obywatelstwo musiały liczyć na zniekształcone nazwisko.</p><p>Aż w roku 2015 sąd rejonowy w Wilnie uchylił decyzję stołecznego urzędu stanu cywilnego, zobowiązując ten do zmiany nazwiska obywatelki Litwy, która wyszła za mąż za Belga, i zapisu litery „w” w nazwisku Pauwels.</p><p>Mer Wilna Remigijus&nbsp;Šimašius&nbsp;natychmiastowo zaznaczył, że samorząd nie złoży odwołania od wyroku sądu.</p><p>Z biegiem czasu w sądzie znalazła się niejedna sprawa. Kilkadziesiąt rocznie. Powstało orzecznictwo, które stanowi, że „używanie własnego imienia i nazwiska jest integralną częścią prawa do życia prywatnego i rodzinnego”, pomniejsza przy tym stopień ingerencji państwa w tym zakresie.</p><p>Podgrzewanie atmosfery przez litewskie obywatelki, które nie mogły od ręki dostać litewskiego dokumentu tożsamości z literami „w”, „x” czy „q”, tylko musiały obijać progi sądów, doprowadziło do przyjęcia w styczniu 2022 r. ustawy o pisowni imienia i nazwiska w dokumentach.</p><p>Litewski establishment dał się nawet skusić na to, że z nowej regulacji będą mogli skorzystać również używający łacińskich alfabetów przedstawiciele mniejszości narodowych, zwłaszcza że chodziło o odtrąbienie, że niby to sukces Polki Eweliny Dobrowolskiej – minister sprawiedliwości, i wykrzyczenie, że ona dostała posadę nie z klucza AWPL-ZChR.</p><p>W końcu, jak się okazało, „ponieśliśmy sukces”, bo po wejściu w życie ustawy w maju Polacy na Litwie skorzystać mogą jedynie z litery „w”. Bo ci, którzy w rodowym nazwisku mają ć, ł, ń, ó, ś, ź, ż, dź, dż zostali za burtą. Bo na takie połowiczne załatwienie sprawy Warszawa też odreagowała umiarkowanie.</p><p>Nie można jednak nie dostrzec, że wynik głosowania parlamentarnego – 82 posłów opowiedziało się za, 37 było przeciw, trzech wstrzymało się od głosu – w którym ustawa została przyjęta, znacząco się różni od tego z roku 2010, gdy podobny akt prawny w imieniu rządu prezentował premier Andrius Kubilius. Wtedy za było 30, 38 – przeciw, wstrzymało się 36 posłów.</p><p>Miesiąc po wejściu w życie ustawy o nazwiskach 1 czerwca stołeczny sąd rejonowy orzekł, że na mocy istniejącej regulacji prawnej, w oparciu o dokumenty familijne pochodzące z lat 1921 i 1927, w których widnieje nazwisko w języku polskim, Jarosławowi Wołkonowskiemu przysługuje prawo do zapisu imienia i nazwiska w oryginale.</p><p>Samorząd Rejonu Wileńskiego nie zamierzał odwoływać się od wyroku, urząd stanu cywilnego w rejonie podstołecznym był gotów dokonać wpisu nazwiska zgodnie z wolą zainteresowanego. Miał więc powstać precedens do kolejnych spraw i orzecznictwo, które stanowiłoby podstawę do nowelizacji ustawy o pisowni imienia i nazwiska w dokumentach, m.in. z polskimi znakami diakrytycznymi.&nbsp;</p><figure class="image image-style-align-left image_resized" style="width:55.58%;"><img src="https://static2.polak.lt/data/wysiwig/Szkolnictwo/prokuratura.jpg"><figcaption>Fot. BNS</figcaption></figure><p>A tu ciach – niebywała aktywność litewskich organów ścigania. Nida Grunskienė – prokurator generalna skierowała wniosek do sądu rejonowego w Wilnie, by ten wznowił sprawę, w której już zapadł wyrok korzystny dla Wołkonowskiego.&nbsp;</p><p>Skąd raptem? A bo posłance Beacie Pietkiewicz widocznie zechciało się zaistnieć w świetle jupiterów: 9 czerwca zorganizowała w litewskim parlamencie konferencję prasową w sprawie pomyślnego dla Polaka wyroku sądowego. I się okazało, że mogło to wywołać rezonans, a chęć jednej parlamentarzystki uzbierania sobie politycznych dywidend odbije się czkawką na całej społeczności polskiej.</p><p>Czy tak trudno jest sobie uświadomić, że najpierw trzeba sprawę doprowadzić do pomyślnego załatwienia, a potem to kąpcie się sobie w sukcesie po kolei czy wszyscy naraz.</p><p>Kodeks postępowania cywilnego przewiduje możliwość wznowienia sprawy, w której zapadł już wyrok. O ile istnieje co najmniej jedna z dziewięciu przesłanek, przyjętych przez ustawodawcę. W tej sytuacji żadna nie pasuje.</p><p>Czyżby w naszym kraju doszło do ingerencji w niezawisłość sądów? Do tego tematu warto wrócić.</p><p>Fakt przyjęcia i wejścia w życie ustawy o pisowni imienia i nazwiska w dokumentach spędza sen z powiek nie tylko litewskim nacjonalistom.&nbsp;</p><p>Litewskim posłom zaczęła wyłazić słoma z butów: grupa 29 parlamentarzystów zwróciła się do Sądu Konstytucyjnego z wnioskiem o ocenę zgodności nowej regulacji pisowni imion i nazwisk z ustawą zasadniczą. Jeżeli Trybunał Sprawiedliwości wniosek będzie procedował, sprawa może toczyć się kilka lat.</p><p>Ile jeszcze Polacy, którzy mają w nazwisku polskie diakryty, będą musieli czekać na nowelizację ustawy, nie wiadomo. Nadzieja przysłowiowych Bożeny czy Łukasza z Wileńszczyzny na odzyskanie swojej tożsamości ulatnia się.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wileńskie lodowisko 2.0, a może minus 2]]></title>
            <link>https://www.polak.lt/artykul/91,wilenskie-lodowisko-2-0-a-moze-minus-2</link>
            <guid>https://www.polak.lt/artykul/91,wilenskie-lodowisko-2-0-a-moze-minus-2</guid>
            <pubDate>Tue, 13 Dec 2022 20:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.polak.lt/data/articles/xga-4x3-wilenskie-lodowisko-20-a-moze-minus-2-1670951435.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Więzienie na Łukiszkach już od trzech lat nie jest jednostką penitencjarną. Obiekt w centrum Wilna o powierzchni 18 tys. m kw. i skomplikowanej historii od roku jest dzierżawiony przez muzyczną agencję „8 Days A Week”, która tego roku postanowiła urządzić na więziennym dziedzińcu ślizgawkę.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Kiedy w 2019 roku więzienie na Łukiszkach przestało pełnić funkcję ośrodka penitencjarnego, władze miasta musiały coś zrobić z tym nieszeregowym kolosem, znajdującym się w prestiżowym miejscu stolicy. Nie mając gotowego scenariusza na jego wykorzystanie, wynajmowano go na różne okazje: odbywały się tu kręcenia filmów, prezentacje, wystawy, rozważano ideę usytuowania w więziennych budynkach hotelu...</p><p>W realizacji rodzących się pomysłów przeszkodziła w pewnym sensie pandemia koronawirusa, ale w końcu marca 2019 r. obiekt został wydzierżawiony na dwa lata, więc niejako tymczasowo, agencji muzycznej „8 Days A Week”, która nadała mu dość zagadkowo brzmiącą nazwę: „Lukiškių kalėjimas 2.0” <i>(„Więzienie na Łukiszkach 2.0”)</i>. Jak tłumaczył szef agencji, ta nazwa miałaby oznaczać, że transformacja zachodząca na tym obiekcie ma być dwukrotnie bardziej jakościowa od rzeczywistości.</p><p>W tym miejscu chyba warto sobie przypomnieć – uświadomić, że więzienie na Łukiszkach, którego pierwszy etap budowy okupacyjne władze carskiej Rosji ukończyły w 1837 roku, było rozbudowywane też w latach 1867-1890, a całościowy kompleks powstał w 1904 i był wzorowany na „wzorowym” więzieniu caratu Kriesty (Petersburg). Miał nie tylko cele (na 700 więźniów), ale też kościół w stylu romańskim, synagogę, cerkiew, budynki mieszkalne i cały szereg pomocniczych, potrzebnych do autonomicznego funkcjonowania.&nbsp;</p><p>Więzienie to, ze względu na miejsce lokalizacji i okres historyczny (tereny Rzeczypospolitej Obojga Narodów, czas rozbiorów i kolejnych okupacji) stało się, jak podają źródła historyczne, jednym z najbardziej okrutnych miejsc odosobnienia Polaków w rosyjskim i sowieckim systemie represji, przyrównywanym do Łubianki, Lefortowa, tychże Kriestow. Tu więziono „buntowszczikow” – powstańców i zamachowców przeciwko caratowi. Przysłużyło się też litewskiej Saugumie i niemieckiemu Gestapo, kiedy w okresie II wojny światowej zwalczali polskich patriotów, przeciwników reżimów. Po wstępnych dochodzeniach na Ofiarnej, byli kierowani na Łukiszki, gdzie kontynuowano przesłuchania i tortury, które w jakże wielu przypadkach kończyły się dla polskiej młodzieży patriotycznej, wybitnych przedstawicieli społeczności polskiej, wileńskiej inteligencji, członków polskiego podziemia transportem do Ponar.&nbsp;</p><p>W wierszu Kazimierza Józefa Węgrzyna zbolała matka w swojej wędrówce:&nbsp;</p><blockquote><p>Na Łukiszkach przystaje, jeszcze słyszy krzyk&nbsp;</p><p>i mordowanej wolności za kratami zdrady;&nbsp;</p><p>tu co wieczór, gdy płaczą skrwawione kamienie,&nbsp;</p><p>trwają polskiej pamięci nieustanne Dziady.</p></blockquote><p>„Uniwersalne” więzienie służyło, już po wojnie, temu, by złamać żołnierzy AK, „leśnych braci” i wszystkich tych, co z nową władzą sowiecką nie chcieli mieć po drodze. Pełniło też, oczywiście, funkcje więzienia dla przestępców kryminalnych, ekonomicznych i in.&nbsp;</p><p>Instytucja penitencjarna z taką przeszłością wydaje się nie może być odbierana jako zwykłe byłe więzienie i służyć rozrywce, której adrenaliny dodaje „takie” miejsce. Nie byłby widocznie do przyjęcia też pomysł wyburzenia tego „monstra”. Może i powinien służyć współczesnym. Ale jak, w jakiej postaci. To pytanie chyba pozostaje otwartym i niejednoznacznym. Hotel, przestrzenie wystawowe, twórcze pracownie, może muzeum historii walki z reżimami totalitarnymi miałyby tu rację bytu. Tak samo zresztą jak i pojedyncze koncerty, wydarzenia kulturalne upamiętniające ważne daty. Ale ślizgawka na więziennym dziedzińcu z zapowiadanymi zimowymi atrakcjami – m.in. w dniach 8-11 grudnia miał tu miejsce „Świąteczny Jarmark Gastro” (w miejscu, gdzie dziesiątki tysięcy ludzi dosłownie umierało z głodu i wycieńczenia!) – wygląda jednak nie na lekką przesadę.&nbsp;</p><figure class="image image-style-align-left image_resized" style="width:45.59%;"><img src="https://static2.polak.lt/data/wysiwig/Szkolnictwo/program-logo-24.jpg"><figcaption>Logo Stowarzyszenia „Rodzina Ponarska”</figcaption></figure><p>Oczywiste jest, że nie musimy ciągle jedynie boleć nad tragiczną historią. To, byśmy mieli możność żyć i cieszyć się życiem, realizować swoje marzenia, było z pewnością jednym z celów walki tych, co na Łukiszkach byli więzieni. Musieliby być może cieszyć się z tego. Ale my, potomni, znający historię, powinniśmy chyba też wykazać się tak modną dziś empatią. Mury więzienne z krwawą przeszłością nawet w tle ślizgawki błyszczącej feerią świateł są symbolem daleko odbiegającym od beztroski i euforii. Przed paru laty urządzona „plaża” na placu Łukiskim wywołała wielki rezonans nie tylko wśród szeregowych obywateli, ale też polityków, którzy plac wywłaszczyli od miasta. Lodowisko w byłym więzieniu uchodzi za „normalność”?</p><p>Najwidoczniej winna jest zima, która wystudza nie tylko powietrze, ale też emocje i uczucia.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Trocka lekcja samorządowej demokracji]]></title>
            <link>https://www.polak.lt/artykul/89,trocka-lekcja-samorzadowej-demokracji</link>
            <guid>https://www.polak.lt/artykul/89,trocka-lekcja-samorzadowej-demokracji</guid>
            <pubDate>Tue, 13 Dec 2022 17:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.polak.lt/data/articles/xga-4x3-trocka-lekcja-samorzadowej-demokracji-1670943475.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Gdyby ktoś chciał ogłosić plebiscyt na najbardziej znaną szkołę, to prawdopodobnie jego zwycięzcą w tym roku zostałoby Gimnazjum im. Longina Komołowskiego w Połukniu, w rejonie trockim.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Od marca polska szkoła w Połukniu skupia na sobie uwagę Polaków z Wileńszczyzny, liderów polskiej społeczności, jak też rodaków w Macierzy i na świecie. Gimnazjum było bohaterem burzliwych obrad i wieców protestacyjnych przed rządem, siedzibą resortu oświaty i MSZ Litwy, ambasadą USA (jako gwaranta demokracji i praw człowieka) i Czech (w drugim półroczu przewodniczą Radzie UE), ambasadą Litwy w Warszawie.</p><p>Odgórna decyzja władz samorządowych o zdegradowaniu gimnazjum do poziomu szkoły podstawowej i uczynienia z niej filii Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza w Landwarowie w ramach realizacji kolejnej (a faktycznie trwającej już 30 lat) reformy szkolnictwa, nie miała formalnego podłoża, bowiem szkoła spełnia warunek posiadania odpowiedniej liczby uczniów, by być samodzielną placówką.&nbsp;</p><p>Dążenie władz samorządowych do zdegradowania placówki, co w perspektywie doprowadzić by miało do jej całkowitej likwidacji (taki los spotkał już kilka polskich szkół w tym rejonie), zdopingowało społeczność szkoły do kierowania listów do przedstawicieli najwyższych władz Litwy, apeli o wstawiennictwo i obronę statusu gimnazjum. Wysłano je do litewskiego parlamentu i litewskiej minister edukacji; podczas wizyt na Litwie pośredniczyli w tej sprawie przedstawiciele polskiego Sejmu i Senatu, Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz resortu edukacji i nauki Rzeczypospolitej, Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”...&nbsp;</p><p>Temat gimnazjum w Połukniu był obecny podczas spotkań na najwyższym szczeblu. Poruszali go prezydent Polski, marszałek Sejmu. Na Kongresie Kraj-Emigracja, który miał miejsce we wrześniu w Warszawie poznali problem gimnazjum w Połukniu Polacy z całego świata i zwrócili się z apelem do władz Litwy o rozwiązanie problemu w taki sposób, jak tego chce lokalna społeczność polska. Listy w obronie statusu gimnazjum wystosowała do władz Litwy Rada Polonii Świata, Europejska Unia Wspólnot Polonijnych i Intergrupa ds. Tradycyjnych Mniejszości Narodowych i Językowych w Parlamencie Europejskim. I nic.</p><p>Pomysł władz samorządowych (większość mają tu liberałowie i konserwatyści), by zdegradować gimnazjum do poziomu szkoły podstawowej i na dodatek uczynić filią innego gimnazjum, był urzeczywistniany metodą buldożera, która nijak nie musiałaby pasować przynajmniej do jednego składnika rządzącej koalicji – liberałów. Teoretycznie, na praktyce jest nawet bardzo skutecznie realizowana, bo na Litwie, niestety, jest tak, że nazwa partii wcale niekoniecznie ma odpowiadać realizowanej przez nią polityce, a określone zasady są stosowane wybiórczo – w zależności od stawianych zadań na określonym etapie.</p><p>Po pertraktacjach na szczeblu samorządowym, licznych protestach i żadnej reakcji samorządu, szkoła zaskarżyła decyzję do sądu.</p><p>Sąd zastosował środek tymczasowy – zawiesił decyzję o reorganizacji. Gimnazjum im. Longina Komołowskiego wraz z sąsiadującym (mieszczą się w jednym budynku) litewskim Gimnazjum „Medeinos” od 1 września br. miało realizować wspólny program nauczania, który został też zatwierdzony 29 sierpnia na mocy rozporządzenia ministra edukacji.</p><p>Dzięki temu programowi w 2016 roku obie placówki zostały akredytowane na gimnazja. Niestety, dyrektor gimnazjum „Medeinos” dosłownie na parę dni przed początkiem roku szkolnego oznajmił, że jego placówka nie będzie realizowała wspólnego programu, bowiem w „cudowny” sposób udało się jej pozyskać do maturalnej klasy jednego ucznia i może prowadzić kształcenie samodzielnie. Uczeń jest codziennie dowożony z dość odległego Grzegorzewa, skąd ma o wiele bliżej do innych litewskich gimnazjów, ale najwidoczniej „zauroczyło” go Połuknie.</p><p>W wyniku zaistniałej sytuacji rada samorządu 6 września podjęła uchwałę o niekompletowaniu klas III G i IV G w polskim gimnazjum i mer zażądał skreślenia uczniów tych klas z rejestru uczniowskiego.&nbsp;</p><p>Dyrekcja gimnazjum tego nie uczyniła, a decyzję ponownie zaskarżono do sądu. W tym czasie nauczyciele pracowali z uczniami tych klas nieodpłatnie.&nbsp;</p><figure class="image"><img src="https://static2.polak.lt/data/wysiwig/Szkolnictwo/Andrius%20Satevicius.jpg"><figcaption><span style="color:#1A1A1A;"><i>Andrius Šatevičius – mer Samorządu Rejonu Trockiego / Fot. domena publiczna</i></span></figcaption></figure><p>21 września mer rejonu trockiego Andrius Šatevičius powtórnie wnioskował o skreślenie uczniów z rejestru. Swoje żądanie ponowił 18 października, bo dyrekcja szkoły odmówiła wykonania tego polecenia.&nbsp;</p><p>Nie obeszło się też bez zastraszania dyrektor gimnazjum Renaty Krasowskiej, tzn. pouczeniu i skutkach niewykonania „rozkazu”.&nbsp;</p><p>W związku z zaistniałą sytuacją uczniowie zostali skreśleni z państwowego rejestru. W gimnazjum atmosfera była bardzo przygnębiająca, pożegnano uczniów, rozumiejąc, że nie mogą pozostawać w zawieszeniu – nie być uznanymi, że się uczą.</p><p>Trudno odpowiedzieć na pytanie, dlaczego władzom samorządowym tak zależy na likwidacji gimnazjum w Połukniu. Placówka ta ma dobre perspektywy – w młodszych klasach liczba uczniów jest wyższa od minimalnej wymaganej. Zastosowania wyjątków (m.in. przysługujących szkołom mniejszości narodowych z 30 lub 50 proc. finansowaniem) potrzebuje na okres kilku lat.&nbsp;</p><p>W przyszłym roku szkolnym gimnazjum „Medeinos” będzie miało problem z bardzo nieliczną klasą maturalną i ratunkiem może być kształcenie wg wspólnego programu. Rozumiejąc to rodzice z litewskiego gimnazjum zainicjowali zbiórkę podpisów, wyrażając zgodę na jego realizowanie. Spotkało się to z negatywną oceną dyrekcji i władz samorządowych.</p><p>Rodzi się podejrzenie, że będący u władzy liberałowie i konserwatyści doskonale rozumieją, że właśnie teraz, będąc u steru władzy, mają ostatnią szansę, by zlikwidować kolejną szkołę polską w rejonie i bezpardonowo dążą do osiągnięcia założonych celów.&nbsp;</p><p>Nie powstrzymuje ich nawet to, że przed laty, kiedy Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”, w ramach wspierania polskich szkół na Litwie, podjęło się finansowania renowacji i wyposażenia polskiej szkoły, z tych funduszy skorzystała też litewska, mieszcząca się w połączonym budynku.</p><p>Przede wszystkim zapędy te musiałby niwelować fakt, że kształcenia swoich dzieci najbliżej miejsca zamieszkania życzą sobie ich rodzice, czyli ci, którym władza lokalna powinna służyć – troszczyć się o wspólne dobro, rozwiązywać problemy, a nie mnożyć je.&nbsp;</p><p>Mer z ramienia liberałów, któremu zostało powierzone to odpowiedzialne stanowisko, powinien zdawać sobie sprawę, że ma służyć swoim wyborcom, a nie komplikować im życie, rujnując losy młodych ludzi. Bo sprawa istnienia szkoły jak najbliżej domu (co w wiejskich realiach nie oznacza kilkuminutowego spaceru chodnikiem, tylko pokonanie wiejskimi drogami odległości nawet 10 km) często decyduje o tym, czy młoda osoba w ogóle będzie mogła kontynuować naukę.</p><p>Życie czasem bywa zaskakujące, nieprzewidywalne i młoda osoba jeszcze w szkole musi podjąć pracę, by wspierać rodzinę finansowo. Tak było też w przypadku uczniów klas gimnazjalnych w Połukniu. Mogli pogodzić naukę i pracę, bo jedno i drugie mieli w Połukniu. W wyniku zaistniałej sytuacji troje gimnazjalistów zrezygnowało z dalszej nauki – wybrało pracę. Jeden uczeń podjął naukę w Landwarowie, jeden – w Gimnazjum im. Szymona Konarskiego w Wilnie. Trójce udało się urządzić w szkole zawodowej w Wojdatach, dwojgu – w szkole wieczorowej w Trokach, by móc pracować.</p><p>Jeżeli sąd powstrzyma, lub uzna za niezgodną z prawem – wymuszoną przez władze samorządowe – uchwałę o skreśleniu ich z rejestru uczniowskiego, to i tak nie da się cofnąć czasu – decyzje zostały podjęte.</p><p>Najgorsze jest to, że nikt nie poniesie odpowiedzialności za pogmatwanie losów kilku młodych ludzi. Nie warto też mówić o odpowiedzialności moralnej. Ludzie, bez skrupułów niszczący czyjś świat, wyrzutów sumienia raczej nie miewają…</p><p>Wielka szkoda, że młodzież na starcie w dorosłe życie musiała się zderzyć z brutalnością lokalnej władzy, dążącej do realizacji partyjnych zadań i miała okazję zwątpić w to, że „prawo zawsze prawo znaczy, a sprawiedliwość – sprawiedliwość”.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Zamiast języka rosyjskiego – silbo gomero]]></title>
            <link>https://www.polak.lt/artykul/88,zamiast-jezyka-rosyjskiego-silbo-gomero</link>
            <guid>https://www.polak.lt/artykul/88,zamiast-jezyka-rosyjskiego-silbo-gomero</guid>
            <pubDate>Tue, 13 Dec 2022 14:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.polak.lt/data/articles/xga-4x3-zamiast-jezyka-rosyjskiego-silbo-gomero-1670931716.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Won z tym językiem rosyjskim ze szkół! I echo odpowie. Niestety, w poprawności politycznej można tak się zagalopować, że się nie zauważa granic przyzwoitości. By mieć wysokie poparcie w badaniach sondażowych, politycy są gotowi na wiele.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W końcu listopada Jolanta Urbanowicz, doradczyni prezydenta&nbsp;Gitanasa Nausėdy zasygnalizowała, że „fakt, iż znaczna liczba uczniów w naszym kraju wybiera rosyjski jako drugi język obcy, nie napawa optymizmem”. Zauważyła przy tym rzecz oczywistą: uczniowie coraz częściej wybierają niemiecki czy francuski jako drugi język obcy.</p><p>Przeciwwagą tej opinii stała się wypowiedź szefowej litewskiego parlamentu Viktorii Čmilytė-Nielsen. „Skoro wspólnoty szkolne widzą w tym sens, nie należy wprowadzać zakazów” – zaznaczyła przewodnicząca Sejmu. Jej zdaniem, możliwość uczenia się języków jest atutem.</p><p>Zdrowy rozsądek podpowiada, że nie da się zmienić systemu edukacyjnego skinięciem czarodziejskiej różdżki. Nie sposób w każdej placówce oświatowej wprowadzić nauczanie języka francuskiego od przysłowiowego jutra.</p><p>Zresztą, jeśli przedstawiciele establishmentu za przykład stawiają ten język, nie świadczy to dobrze o ich myśleniu strategicznym. Język Moliera przed parudziesięciu laty w dyplomacji został zastąpiony uniwersalną angielszczyzną i mimo że nadal ponad 200 mln osób na świecie może przeczytać w oryginale twórczość Wiktora Hugo, traci on na wadze. Dzisiaj drugim najczęściej używanym językiem na kuli ziemskiej pod względem liczby rodzimych użytkowników jest hiszpański. Ale jak się wsłucha w narrację decydentów, można się dopatrzeć chęci wprowadzenia w szkołach chociażby języków esperanto czy silbo. Byle tylko nie ten ruski.</p><p>Dziś wiele osób nie dostrzega, niestety, różnicy pomiędzy hasłem „russkij mir” a językiem rosyjskim. Niektórzy tak się zagalopowali, że hejt dla nich stał się normalnością, a w pierwszych tygodniach rosyjskiej inwazji na Ukrainę na platformach społecznościowych płodzili chamskie epitety względem osób posługujących się językiem Puszkina. Ci „postępowi” widocznie nawet nie chcieli się zastanowić nad tym, że zasiewają pole nienawiści do litewskich Rosjan.</p><p>Niewykluczone, że myśl o skasowaniu języka rosyjskiego jako drugiego obcego w szkołach na Litwie zrodziła się w pogoni za wysokim poparciem w badaniach sondażowych. Politycy są skłonni mówić to, co elektorat chce słyszeć. Dzisiaj zohydzanie języka rosyjskiego uchodzi za „takie normalne”.</p><p>Mimo wszystko złotymi zgłoskami w historii zapisują się tylko odważni politycy. Wiadomo, że ktoś mięczakowaty nie stanie w obronie krzywdzonej osoby czy słabszej grupy społecznej.</p><p>&nbsp;</p><h6><strong>Podniecenie na „model łotewski”</strong></h6><p>Litewscy nacjonaliści i ich poplecznicy co rusz są skłonni przywoływać „model łotewski” w systemie edukacji.</p><p>Łotwa nosi się z zamiarem rezygnacji z języka rosyjskiego jako drugiego języka obcego w szkołach od roku 2026. Establishment w Rydze coraz głośniej zaczyna mówić o zamiarach wprowadzenia nauczania wszystkich przedmiotów w szkołach mniejszości narodowych w języku łotewskim.</p><p>Obecnie na Łotwie w szkołach mniejszości narodowych są stosowane trzy stopnie edukacji dwujęzycznej: w klasach I-VI 60 proc. przedmiotów jest wykładanych po łotewsku (40 proc. w języku ojczystym ucznia), w kolejnych trzech klasach już 80 proc. przedmiotów jest po łotewsku, a w klasach X-XII obowiązuje język łotewski (oprócz języków krajów macierzystych z elementami literatury i historii).</p><p>Jeżeli spojrzymy na kraje o najwyższym poziomie analfabetyzmu, zobaczymy, że są to państwa, gdzie nauczanie w szkołach odbywa się w języku państwowym, który nie jest ojczystym dla większości mieszkańców kraju (głównie są to byłe kolonie angielskie i francuskie w Afryce i Azji).</p><figure class="image image-style-align-left image_resized" style="width:43.75%;"><img src="https://static2.polak.lt/data/wysiwig/Szkolnictwo/Nigeria_szkola.jpg"><figcaption><span style="background-color:white;color:#757575;"><strong>fot. Adekunle Ajayi/NurPhoto via Getty Images</strong></span></figcaption></figure><p>Tym, którzy model łotewskiej edukacji stawiają za przykład do naśladowania, należałoby przeanalizować system szkolnictwa nigeryjskiego. Może również się podniecą.</p> ]]></content:encoded>
            </item></channel>
</rss>
